PIERWSZY DZIEŃ PRACY NIANI

W mojej praktyce pierwszy dzień pracy odbywa się w obecności mamy, taty lub babci. (chyba, że wracam do następnego dziecka w danej rodzinie, co często się zdarza)

Mogę w ten sposób poznać cykl dnia dziecka. Ważne jest, aby go zachować przez pewien czas.

Z natury jestem straszną gadułą i mam głowę pełną pomysłów, więc nie mam problemu z zainteresowaniem dziecka swoimi zabawami.

Praktykuję z mamą, że wychodzi ona na godzinę czy dwie, chcąc zobaczyć i ocenić jak maluch poradzi sobie z jej nieobecnością. Oczywiście większość z moich mam krąży w pobliżu.

Rozumiem doskonale ich zachowanie, ich obawy i troskę. Staram się traktować rodziców jak własne dzieci a ich dzieci jakby były moimi wnukami. Pamiętam jedną rodzinę, która sceptycznie była nastawiona do pracy niani. Traktowali mnie jak obcą, narzucającą im pewne zasady nianię.

Nie rozumieli, że stawianie muru miedzy nami, niania a rodzice nie jest dobre dla ich pociechy. Maluch tak przylgnął do mnie, że wymuszał na rodzicach pożegnanie się ze mną po skończonej pracy. Na początku drętwo to wychodziło. Ich zmieszanie było odczuwalne, nawet przez malucha, który natarczywie domagał się od nich uśmiechu i pozytywnych gestów. Z czasem, gdy zobaczyli wkład mojej pracy i zaangażowanie oraz pomoc w rozwiązywaniu nawet ich problemów, zrozumieli, że niania to jakby członek rodziny, „ ciocia”, przyjaciółka, która potrafi być pomocna i zrozumieć nie tylko dziecko, ale i ich rodziców.

Nie jestem zwolennikiem tzw. ucieczki rodziców. Odradzam wszystkim nianiom i rodzicom.

Chcę od początku, małymi kroczkami uświadomić dziecko, że mama, tata idą i niebawem wrócą, ale ja jestem chętna do zabawy. W mojej dotychczasowej pracy nie zdarzyło się, aby którekolwiek płakało po wyjściu rodziców (płakał za to mój własny wnuk, ale to inny temat). Razem obchodzimy i oglądamy dokładnie cały dom czy mieszkanie. Przyglądamy się wszystkim obrazom na ścianach, lampom, ozdobom a nawet firankom.

Rozmawiamy albo ja mówię o każdym ciekawym, zauważonym szczególe. Rozsypujemy zabawki i powiem szczerze nie nudzimy się aż do powrotu mamy. Przypomniała mi się właśnie sytuacja, gdy jedna z mam po godzinie nieobecności, pełna obaw wróciła do domu a maluch zapytał, czemu tak szybko wróciła i żeby jeszcze poszła, bo fajnie się z „ciocią” bawi.

Takie chwile dodają mi skrzydeł. Chcę więcej, więcej i więcej.

Mimo mojego gadulstwa przez pierwszy dzień staram się maksymalnie obserwować dziecko, co lubi, co go interesuje, po co sięga najczęściej, jak reaguje na różne dźwięki etc....

Organizuję wtedy tok zabaw tak, aby maluch nie nudził się i jednocześnie pokazał mi, co podoba mu się najbardziej.

Przez cały czas mam uśmiech na twarzy---to mój znak!!!

 

 


wróć do listy porad